Którędy do przodu?

Wiele lat temu, będąc młodym akolitą kapitalizmu i wolnej przedsiębiorczości, wierzyłem gorąco, że najlepszym środkiem ku polepszeniu świata jest bogactwo. Droga wydawała się prosta i jasna: zbudować firmę, w bezpardonowej walce z innymi przedsiębiorcami zgromadzić wielomilionowy majątek i – na wzór Wielkich Gumisiów Kapitalizmu – przeznaczyć go na cele dobroczynne, oczywiście pod moim światłym przewodem.

Na szczęście od tego czasu trochę mi przeszło.


Najważniejszym wglądem, który mi pomógł porzucić to myślenie, był ten, że środki, których się używa do osiągnięcia celów, bardzo mocno wpływają na osiągającego. I już nawet nie chodzi o ten przysłowiowy młotek, co wszędzie widzi gwoździe, choć to też. Ale o to, że każde działanie pozostawia ślad w nas – naszej duszy (lub jej funkcjonalnym odpowiedniku), i w naszym otoczeniu. I te ślady pozostają, kumulują się, zapętlają i z czasem mają większą wagę, niż nasze intencje, czy dalekosiężne plany. Tak, tak – dobrymi intencjami piekło wybrukowane, to nie jest głupie powiedzenie.

Teraz, kiedy budujemy nową społeczność i kiedy coraz mniej nam zostaje czasoprzestrzeni na robienie głupot, zapraszam Was – czytających te słowa – do rozmowy o godziwych środkach prowadzących do godziwych celów, jakie TePeWu sobie obecnie stawia:

Dla nas samych: kultywowanie wolności, solidarności, pomocy i troski wzajemnej w przestrzeni bezpiecznej od szkodliwych ingerencji. Każdej osobie według jej potrzeb, od każdej wedle jej możliwości. Dla naszego otoczenia: pomoc innym w stawianiu czoła wyzwaniom zapaści cywilizacyjnej. Dla świata: ograniczenie cierpienia i śmierci istot czujących, szczególnie w wyniku planetarnego wszechkryzysu.

Oczywiście nie ma sensu, żebyśmy wszystko wymyślały od nowa. Nie stoimy co prawda na barkach olbrzymów, ale na wielkiej piramidzie równym nam i podobnych osób, które przez wieki gromadziły wiedzę, co robić i czego nie robić, aby takie cele osiągnąć. Do tej wiedzy i mądrości dzisiaj się odwołuję, z szacunkiem, choć bez czołobitności.


Dla nas samych, podejmujących próbę stworzenia społeczności uzdrawiającej, wspierającej i sprawczej, odwołuję się do permakultury społecznej.

Kluczowym spostrzeżeniem permakultury społecznej jest to, że choć zmiana jednostek jest
rzeczywiście trudna, możemy zaprojektować struktury społeczne, które sprzyjają korzystnym wzorcom ludzkich zachowań.

Tak jak w ogrodzie możemy ściółkować, aby zniechęcić chwasty i sprzyjać pożytecznym bakteriom glebowym, w systemach społecznych możemy próbować stworzyć warunki, które sprzyjają pielęgnowaniu, wzmacnianiu relacji.

Trzy podstawowe zasady etyki permakultury to troska o ziemię, troska o ludzi i troska o przyszłość – ta trzecia jest również często określana jako „sprawiedliwy podział”: dzielenie się nadwyżkami i redukcja konsumpcji.

Najprostszą metaforą społeczności permakulturowej jest „samorządny” (a właściwie zdziczały) ogród, w którym rośliny same decydują jak i gdzie chcą rosnąć. W odróżnieniu od rzeczywistych roślin, osoby ludzkie mają zdolność (czasem wiec przymus) planowania i przewidywania, więc owo zdziczenie będzie miało jakiś uprzedni zamysł. Ale podstawowe podejście pozostaje bez zmiany: nasza społeczność to żywy ekosystem, a my jesteśmy zarówno jego częściami składowymi, jak budowniczymi i powiernikami.


Dla naszego otoczenia, które będziemy przekształcać, także fizycznie, odwołuję się do Technologii Przyjaznych, zwanych też Odpowiednimi.

Joshua M. Pearce, „The Case for OOT

Znacznej części powszechnego ubóstwa, profanacji środowiska i marnowania ludzkiego życia, które można zaobserwować na całym świecie, można by zapobiec dzięki znanym (całej ludzkości) technologiom, z których wiele po prostu nie jest dostępnych dla tych, którzy ich potrzebują. Ten brak dostępu do informacji krytycznych dla zrównoważonego rozwoju jest bezpośrednio odpowiedzialny za moralnie i etycznie niedopuszczalny poziom ludzkiego cierpienia i śmierci.

Rozwiązaniem tego ogólnego problemu jest koncepcja odpowiednich technologii open source lub OOT, która odnosi się do technologii, które zapewniają zrównoważony rozwój, a jednocześnie są zaprojektowane w taki sam sposób, jak wolne i otwarte oprogramowanie. OOT składa się z technologii, które można łatwo i ekonomicznie wykorzystać z łatwo dostępnych zasobów przez społeczności lokalne w celu zaspokojenia ich potrzeb i musi spełniać warunki brzegowe określone przez ograniczenia środowiskowe, kulturowe, ekonomiczne i edukacyjne zasobów społeczności lokalnej.

Niniejszy dokument analizuje zarówno aspekty otwartego źródła, jak i odpowiedniej technologii OOT w celu stworzenia paradygmatu, w którym każdy może zarówno nauczyć się, jak tworzyć, jak i wykorzystywać potrzebne technologie bez obaw o prawa własności intelektualnej. Jednocześnie każdy może wnieść swój wkład do zbiorowego ekosystemu wiedzy open source lub knowledge commons poprzez dzielenie się pomysłami, projektami, obserwacjami, danymi eksperymentalnymi, zapisami wdrożeń itp.

Twierdzi się, że jeśli OOT będzie się nadal rozwijał i nabierze rozpędu na całym świecie, tworząc tętniącą życiem wirtualną społeczność, która będzie dzielić się planami technologicznymi i doświadczeniami, możliwa jest nowa rewolucja technologiczna, zbudowana na rozproszonej sieci innowatorów współpracujących ze sobą w celu stworzenia sprawiedliwego, zrównoważonego świata.

Technologie przyjazne to technologie, które biorą pod uwagę nie tylko dostępność zasobów, wiedzy i pracy ludzkiej; nie tylko uwzględniają (i domykają) cykle wymiany energii i materii z otoczeniem; technologie przyjazne idą dalej, świadomie kształtując dynamikę społeczną dookoła każdego etapu ich wdrażania. Wspierają upodmiotowienie użytkowników, desakralizują wiedzę i kompetencje techniczne, podnoszą sprawczość całych społeczności.

Ich rodzicami są ruchy „Appropriate Technologies” i Open Source, a ojcem chrzestnym Ivan Illich i jego rozważania o właściwym użyciu technologii. Jest to rodzaj technologii odpowiedni właśnie dla społeczeństwa kooperatywnego i wolnego od kapitalizmu.


Dla świata natomiast potrzebujemy ramy narracyjnej, łączącej nasze lokalne działania z planetarnym kontekstem upadku cywilizacji. Taką ramę daje nam Głęboka Adaptacja.

Deep Adaptation, Wikipedia, tłum. moje.

Głęboka Adaptacja to koncepcja, program i międzynarodowy ruch społeczny. Zakłada on, że ekstremalne zjawiska pogodowe i inne skutki zmian klimatu będą w coraz większym stopniu zakłócać systemy żywności, wody, schronienia, zasilania oraz systemy społeczne i rządowe. Zakłócenia te prawdopodobnie lub nieuchronnie spowodują nierównomierny upadek społeczeństwa w ciągu najbliższych kilku dekad. Słowo „głęboki” wskazuje, że konieczne są zdecydowane działania, aby dostosować się do rozpadu zachodniego przemysłowego stylu życia. Program obejmuje wartości niestosowania przemocy, współczucia, ciekawości i szacunku, z ramami dla konstruktywnego zakończenia.

[…]

W 2019 r. do ram Deep Adaptation dodano czwarty punkt, pojednanie:

  • Odporność: co najbardziej cenimy, co chcemy zachować i w jaki sposób?
  • Zrzeczenie się: z czego musimy zrezygnować, aby nie pogorszyć sytuacji?
  • Przywrócenie: co możemy przywrócić, aby pomóc nam w tych trudnych czasach?
  • Pojednanie: z czym i z kim powinniśmy zawrzeć pokój, gdy budzimy się do naszej wzajemnej śmiertelności?

Głęboka adaptacja jest częścią szerszej publicznej rozmowy na temat rosnącej częstotliwości i nasilenia ekstremalnych zjawisk pogodowych, globalnego braku bezpieczeństwa żywnościowego i zagrożeń egzystencjalnych, jakie stwarzają.Kilku autorów twierdzi, że niezależnie od tego, czy ktoś przyjmuje pesymistyczny pogląd na głęboką adaptację w odniesieniu do prawdopodobieństwa upadku społeczeństwa, czy też bardziej optymistyczny pogląd, reakcja głębokiej adaptacji polegająca na działaniu opartym na miłości jest właściwa, więc pesymiści i optymiści powinni współpracować.

Temat upadku społeczeństwa może generować przytłaczające reakcje emocjonalne. Bendell i Carr [formułując plan Głębokiej Adaptacji] starali się konstruktywnie radzić sobie z tymi silnymi emocjami.

Istotą Głębokiej Adaptacji jest przyjęcie do wiadomości, że zapaść cywilizacji przemysłowej jest już dziejącym się faktem, a jej głębokość i czas trwania w umiarkowanym stopniu zależą od nas. Stąd wynika potrzeba rozsądnego podzielenia naszej energii pomiędzy nacisk na grupy trzymające władzę, aby starały się złagodzić i spowolnić upadek, przygotowania nas i naszych społeczności na „zjazd po schodach” i stopniową degradację utrzymującej nas przy życiu infrastruktury, i w końcu wspólną pracę nad stworzeniem / odtworzeniem form życia społecznego lepiej dostosowanych do nieznanego świata, w jakim żyć będą nasi następcy.

Pierwszym krokiem jest zaakceptowanie uczucia rozpaczy i bezradności. Jak napisał Jem Bendell, rozpacz jest środkiem przeczyszczającym dla naszych umysłów, opróżniającym je z metaforycznego łajna, aby zrobić miejsce na nowe, konstruktywne idee. Jeśli będziemy unikać rozpaczy, nigdy nie przedostaniemy się na drugą stronę.


Wyzwalając się z wszechogarniającej kultury państwowo-kapitalistycznej i z pułapki reaktywności tradycyjnego podejścia antysystemowego, potrzebujemy nowej przestrzeni sensu dla wszystkich naszych działań. Wierzę, że trzy wymiary, które nakreśliłem powyżej, taką przestrzeń nam stworzą. A resztę – solvitur ambulando.

7 komentarzy do “Którędy do przodu?”

  1. Podoba mi się konstrukcja artykułu – od wersji podstawowej do wersji dla dociekliwych z linkami do pełnych tekstów. Dobry wzorzec do naśladowania. Założenia treści są jasne, ja chciałabym tylko wzbogacić o kilka dodatków, przede wszystkim zaproponować alternatywne określenia. Oczywiście w duchu życzliwości i akceptującego wielogłosu.
    1. Myślę, że dla budowania zdrowej wspólnoty ważne jest włączenie nie tylko pomocy innym, ale otwartości na pomoc od innych. Ja sama mam problem z przyjmowaniem pomocy od innych, bo zawsze byłam tą, która zajmie się wszystkim, ale zdaję sobie sprawę, że na poziomie indywidualnym i zbiorowym warto nad taką gotowością pracować.
    2. Permakultura społeczna – jako koncepcję dopiero ją poznaję, ale chcę się odwołać do mojej ogólnej wiedzy o permakulturze. Ogród permakulturowy nie jest zdziczały, jest budowany przez społeczność ludzi i innych organizmów na wzór naturalnych ekosystemów, w idealnej sytuacji również w ich sąsiedztwie. W przeciwieństwie do ogrodu klasycznego, w którym człowiek jest zarządcą, a inne organizmy podporządkowanymi jego/jej wizji. Do tego ostatniego odwołuje się „postawa ogrodnicza” o której mówi Zygmunt Bauman, czyli próba stworzenia idealnego społeczeństwa przez pozbycie się elementów niepasujących i zdyscyplinowanie reszty. Niektóre grupy lewicowe – również anarchistyczne – mają takie ciągoty, dlatego formuła permakultury społecznej jest potrzebną alternatywą. Rośliny nie decydują same gdzie chcą rosnąć – to jest raczej współpraca człowieka, dążącego do pewnego celu (posiadanie żywności i innych roślin użytkowych w pobliżu domu) i respektującego pewne potrzeby, wymagania i możliwości roślin z lokalnym ekosystemem i poszczególnymi gatunkami oraz konkretnymi istotami.
    3. Nie użyłabym słowa „desakralizacja wiedzy”, chociaż wiem do czego pijesz. Deokultyzacja? Zdjęcie z piedestału? Powszechne udostępnienie? Wszystkie społeczności, którym udaje się budować długotrwałe systemy współpracy właśnie traktują wiedzę i umiejętności jako wspólną świętość. Może się mylę – nie jestem specjalistką od Starhawk – ale wydaje mi się, że ona właśnie coś takiego proponuje. Na pewno o czymś takim mówi Silvia Federici, kiedy zaprasza do „ponownego zaczarowania świata”.

    Odpowiedz
  2. 0. Bardzo mi się tu przydały doświadczenia z prac nad e-kursami. Staram się te same zasady stosować tutaj, jako że mam skłonność do ścian tekstu a to nie jest dobrze. 🙂

    1. Jak najbardziej. To jest aspekt, nad którym potrzebujemy popracować, poprzez odniesienie i do permakulturowych gildii, i do pomocy/troski wzajemnej. Wzmacniaj ten głos, proszę.

    2. Po angielsku jest łatwiej, bo użyłem tam pojęcia rewilding, które chyba lepiej oddaje to, co oboje mamy na myśli. Jak znajdziemy coś odpowiedniego po polsku, to się wstawi. 😉

    3. Myślałem o deprofesjonalizacji, tak jak się tego używa np. w pojęciu deprofesjonalizacji przemocy. A może po prostu uwspólnienie a’la commons?

    Odpowiedz
    • 2. „Ponowne zadziczanie”? Tak jak „ponowne zaczarowanie” = re-enchanting, ale to zawsze jest dylemat translatorski. Też mam wrażenie, że po angielsku da się powiedzieć trochę coś innego niż po polsku – dużo bardziej plastyczny język. Nie chcę za bardzo nerdolić, ale dzikość (w sensie wild i re-wilded) i (perma-)kultura to jest też ciekawy temat do pogłębienia.
      3.Uwspólnienie zdecydowanie bardziej do mnie przemawia. Profesjonalizm to kolejne ambiwalentne słowo. Pewne rzeczy czasami lepiej powierzyć osobie, która się na tym zna niż wszystkim lub komukolwiek. W społecznościach rdzennych do większości wiedzy wszyscy mają potencjalny dostęp, ale muszą osiągnąć pewien poziom mądrości i doświadczenia, żeby ją móc przyjąć. Są też ludzie, którzy mają szczególne powołanie lub talent. Wolę zioła od osoby, która ma z nimi osobistą relację i dar rozpoznawania problemów zdrowotnych niż od kogokolwiek kto akurat przeczytał podręcznik i z grubsza nie pomyli skrzypu polnego ze skrzypem bagiennym.

      Odpowiedz
      • 2. Nerdol, ach nerdol! Sałatka i tak to wymiesza. 🙂

        3. Z kolei uwspólnienie przemocy (jako przeciwieństwo monopolu przemocy) brzmi słabo. Może dereglamentacja? Albo demonopolizacja po prostu?

        Czeka nas sporo językotwórstwa, to na pewno.

        Odpowiedz
        • 3. desakralizacja bardzo mi się podoba i wydaje mi się, że dokładnie oddaje to co „chcemy” zrobić (ja z pewnością to chcę zrobić bo mam dość już tych wszystkich ochów i achów kiedy wspominam o moim wykształceniu fizyka).

          Odpowiedz
          • W naszej kulturze często (zwłaszcza ostatnio) sakralność jest rozumiana jako coś osobnego, na piedestale i niedostępnego. Ja ją rozumiem bardziej z poziomu animistycznego i ekofeministycznego, jako należącą do wspólnoty, wręcz tworzącą więź wspólnoty więcej niż ludzkiej i przez swoją siłę zwiększającą siłę i sprawczość wspólnoty.
            W tradycyjnej myśli lewicowej desakralizacja jest często rozumiana jako obalenie uzurpatora, ja desakralizację rozumiem raczej jak odpodmiotowienie, depersonifikację – zabranie ludziom i nie tylko ludziom tego co daje im siłę i sprawczość oraz każe się zatrzymać przed zniszczeniem.

        • Ale mówimy o uwspólnieniu wiedzy i umiejętności. Przemoc to osobny temat. Swoją drogą np. Yunkaporta pisze o swoistym uwspólnieniu przemocy w swojej społeczności gdzie kobieta ma prawo tak samo się z nim pobić jak mężczyzna i oberwał od niejednej kobiety. Oczywiście chodzi o kontekst, nie o to żeby wszyscy się ze wszystkimi bili. Ale z kolei człowiek zachodu ma tendencję do wyobrażania sobie „bezgrzesznych” utopii, co oczywiście prowadzi do przemocy prawno-instytucjonalnej, bo nie da się ludzi przerobić w aniołów.

          Odpowiedz

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.