Jednostka — Grupa — Sieć

Architektura pomocy wzajemnej

W rozmowie o „Jeszcze Dłuższym Stole” kolega mi napisał:

Czuję, że może być tendencja do robienia takich działań jak praca na działce, wspólne przetwarzanie, w grupach przyjaciół/znajomych dobranych według tego jak się czujemy w swoim towarzystwie, a nie według tego jak będzie najbardziej efektywnie pod względem produkcji żywności. Według mnie to jest ok, tylko wtedy trzeba zadbać, by był jakiś interfejs między takimi grupami i wspólną spiżarnią.

I bardzo dobrze napisał! 🙂

Konstrukcja sieci wzajemnej, o której rozmawiamy tu i teraz, opiera się właśnie na trzypoziomowej „architekturze” i oddolnym, dobrowolnym dobieraniu się ludzi w grupy. I to oni_one decydują, jak te grupy mają się dobierać i kto w nich ma być. Zobaczmy, jak to może wyglądać w praktyce.

Nie można się dzielić tym, czego się nie ma.

Każde z nas jest dawcą i biorcą. Wbrew fantazjom o całkowitej samowystarczalności, zawsze korzystamy z cudzej pomocy — czy to w czasie rzeczywistym, czy używając wiedzy, narzędzi i infrastruktury wymyślonej, zbudowanej i utrzymywanej przez pokolenia nieznanych nam ludzi. Ile zaś dajemy od siebie innym, zależy od naszego poczucia harmonii. Każda osoba wybiera taki poziom wymiany z otoczeniem, jaki uważa za sprawiedliwy. Oczywiście, otoczenie też ma swoje zdanie na ten temat.

Jak napisał zmarły już koryfeusz polskiego bushcraftu, im więcej umiesz, tym mniej nosisz ze sobą. Z którejkolwiek strony nie spojrzeć, osobiste umiejętności są podstawowym dobrem (zwłaszcza, jeśli wsparte są odpowiednim wyposażeniem i zapasami).
Ale jeśli mówimy o pomocy wzajemnej, to wymaga ona także specyficznych umiejętności społecznych — dawania pomocy i jej przyjmowania.

Harmonia między umiejętnościami technicznymi a społecznymi to właśnie sekret pomocy wzajemnej jako sposobu na ciężkie czasy.

Na kłopoty… załoga.

Oczywiście — jak to podkreślił mój kolega — żeby żyć z ludźmi, potrzebujemy się z nimi dobrze czuć. Dobierając się według zbliżonej dynamiki społecznej, tworzymy gildie (permakulturowo mówiąc) — mini ekosystemy, które są stabilniejsze niż każdy z ich uczestników z osobna, a zarazem dają każdemu przyjazne do życia środowiska. Plemię jest dobre, bo nie wszyscy na raz  świrują głosi jeden z moich ulubionych memów.

Dlatego jest tak ważne, aby ludzie dobierali się w grupy właśnie według osobistych cech i zamiłowań. Jeśli grupa będzie zdrowa, to i ludziom w niej będzie dobrze, i łatwiej będzie współpracować z innymi grupami.

Oczywiście, choć grupa (czy też społeczność, załoga), ma wspólnie więcej umiejętności i zasobów, niż poszczególne osoby oddzielnie, w pewnym momencie pojawia się problem, czy włączyć do niej kolejną osobę, która może nie do końca pasuje, ale za to np. naprawia komputery i smartfony. I co zrobić, jeśli ta osoba nie zechce dołączyć, albo okaże się dla grupy zbyt dużym wyzwaniem emocjonalnym?

Jeszcze gorsza jest sytuacja, gdy w grupie pojawia się rozdźwięk. Dwie lub więcej osób w związku romantycznym może zdominować i wypchnąć resztę z grupy, albo — w razie konfliktu — podzielić społeczność zgodnie z linią frontu.

Co wtedy? Oprócz różnych metod uzdrawiania społeczności (polecam fascynujący The Empowerment Manual napisany przez Starhawk, która ma wieloletnie doświadczenie w tej dziedzinie) jest też prosta metoda, ongiś zaproponowana przez Edwarda Abramowskiego dla kooperatyw: jeśli w społeczności  zarysowuje się pęknięcie, czasem lepiej jest się rozdzielić, póki jest to możliwe w przyjaźni i stworzyć dwie społeczności, wciąż zdolne do współpracy.

Poza granicą naszej wioski…

I tu właśnie przydaje się sieć. Sieć nie jest po prostu grupą grup. Jest zbudowana na innych zasadach niż sympatie i wspólna dynamika. Jej zadaniem jest stworzyć poszczególnym, czasem bardzo różnym, społecznościom bezpieczne środowisko współistnienia, komunikacji i współpracy. Jak piszą praktycy pomocy wzajemnej:

Jest to raczej zdecentralizowana praktyka wzajemnej opieki, dzięki której członkowie sieci upewniają się, że każdy dostaje to, czego potrzebuje, i dlatego każdy ma powód, żeby angażować się w dobro pozostałych. To nie jest kwestia wymiany na zasadzie wet za wet, ale raczej wymiana opieki i zasobów, która tworzy rodzaj nadmiaru i odporności potrzebnych do utrzymania społeczności w trudnych czasach. Sieci pomocy wzajemnej prosperują najlepiej, kiedy możliwe jest zbudowanie grupowego zaufania wśród członków na przestrzeni dłuższego okresu. Nie musisz znać ani nawet lubić każdej osoby z sieci, ale każdy w jej obrębie musi dać z siebie wystarczająco dużo, aby wasze wysiłki wespół wytworzyły poczucie dostatku.

Sieć społeczna zbudowana jest na trzech filarach:

  • Wspólna mapa rzeczywistości. Możemy współistnieć w sieci, ponieważ mamy wystarczająco podobny obraz świata i tego jak funkcjonuje.
  • Wspólny plan działania. Możemy współdziałać, bo mamy wystarczająco podobny obraz tego, jak od stanu obecnego podążać do takiego, jaki uznajemy za pożądany.
  • Wspólne zasady postępowania. Możemy się komunikować, bo przyjmujemy wystarczająco podobne zasady postępowania, dzięki czemu jesteśmy w stanie rozumieć zachowanie innych.

W rzeczywistości, którą próbujemy stworzyć, uczestni(cz)kami sieci mogą być całe społeczności (grupy), lub oddzielne osoby — to nie ma znaczenia dla jej procesów. Ważne jest utrzymanie charakteru wzajemnej troski i opieki. Ważne jest budowanie zaufania (polecam znakomitą symulację pokazująca proces tworzenia lub zanikania zaufania). Ważna jest też ciągła dbałość o funkcjonowanie i ulepszanie procesów sieci — tu nic nie pójdzie z automatu.

Ta żmudna praca i codzienna dbałość stworzą nam takie środowisko, w jakim chcemy żyć — nie tylko przetrwać trudny czas, ale zbudować „małą utopię” — permakulturowe społeczeństwo regenerujące zarówno otoczenie, jak i nasze dusze (lub ich funkcjonalny odpowiednik, zależnie od światopoglądu).

Czego i Wam życzę…

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x